FANDOM


Oś przyjaźni! Ingschternvaria i Gilbert ALERT


Inggvaria

Ingschternvaria

Inggvariachibiczan

Dobrze to chyba tutaj - powiedział do siebie Ingschtervaria, trzymając trzęsącymi się dłońmi kratkowaną karteczkę z adresem domu Państw Osi. Bardzo się bał, wszakże minęło tyle czasu odkąd rozmawiał z kimś ze "świata zewnętrznego" Stał przed sporawą posiadłością z zadbanym ogrodem i ozdobnym ciemnym ogrodzeniem.

Czas zyskać nowych przyjaciół. Ingschternvaria spojrzał w niebo na płynące chmury.

... nowych przyjaciół ... - szepnął i zaczął zmierzać w stronę bramy.

                                     ♠ ♠ ♠

Był już w przy wejściu do posiadłości, gdy zauważył jak klamka zaczyna się ruszać i ciemne drewniane drzwi otworzyły się. Stał w nich Niemcy.

-Willkommen - odrzekł z zawahaniem trzymając nadal klamkę.

-Danke - odpowiedział spokojnie Ingschternvaria.

Nagle znowu poczuł uścisk stresu. Nie był pewien czy odpowiedział poprawnie, przecież odpowiadać "Dziękuję" na "Witam". To raczej nie brzmiało zbyt dobrze, ale cóż Ingschtervaria jeszcze się uczy tego języka. Niemcy z pewnością nie będzie miał mu za złe drobne błędy.

Twarz Niemiec wyglądała na szczęśliwą i życzliwą, jednakże oczy wyrażały smutek i zaniepokojenie. Wyspiarz przeszedł przez próg, i zaniemówił. Willa od środka wyglądała naprawdę wspaniale. Na ciemnozielonych ścianach widniały freski przedstawiające Państwa Osi, na pewno namalował je Włochy - pomyślał Ingschternvaria, następnie zwrócił uwagę na solidne i ciężkie zalakierowane meble; były one proste ale gustowne, to musiała być Niemiecka robota. Zdawałoby się, że w takim uroczystej rezydencji brak postępu technologicznego, lecz to nieprawda; bo jeśli chodzi o nowinki technologiczne, Japonia nie ma sobie równych. W salonie stały wspaniałe ogromne okna, dzięki którym nastrój panujący tam był lekki. Tak oto styl, funkcjonalność i nowoczesność zostały połączone w harmonijną całość. Ingschternvaria był zachwycony.

W Przedpokoju stali Włochy i Japonia. Ten pierwszy zaczął głośno okazywać radość i machać do gościa jakby byli nie wiadomo ile metrów od siebie, zaś Japonia ukłonił się i spokojnie przywitał wyspiarskiego gościa. Ingschternvaria poczuł się nieswojo, przecież to on powinien kłaniać się przed tak wspaniałym krajem jakim jest Japonia. Wszyscy gospodarze byli ubrani w białe koszule i ciemne spodnie, jednakże z pewnymi różnicami w sposobie ubioru, mianowicie Niemcy miał podwinięte rękawy eksponując umięśnione ręce, Włochy miał ją krzywo zapiętą, nieco było mu widać chudego torsu, Japonia zaś nosił klasycznie swój ubiór. Kamuflując zmieszanie, uśmiechnął się szeroko.

Na ramionach poczuł dotyk ciężkich, ale delikatnych dłoni. Odwrócił głowę i zobaczył zarumienione Niemcy, Lekko opuścił głowę i odwrócił wzrok i rzekł do Ingschternvarii:

... czy mógłbym prosić ... - jego słowa były wypowiedziane bardzo nieśmiale.

... ależ... oczywiście ... - rzekł nieśmiało wyspiarz zdejmując kurtkę i torbę przewieszoną przez ramię, także się zaczerwienił.

Nic dziwnego, Ingschternvaria na dużo kompleksów i brak mu wiary w siebie. Bardzo często udaje swój spokój, a w jego psychice odgrywają się różne konflikty, oczywiście przez długie lata spędzone w samotności, Niemcy natomiast to silny, taktowny i zaradny mężczyzna, ciężko jest nie mieć przy nim kompleksów. Szczególnie, gdy jest się chudym i nieśmiałym melancholikiem takim jak Ingschternvaria.

Gość przywitał się ze wszystkimi i zaczął opowiadać o sobie, jednak pomijał wątki samotności w jego życiu. Nie był na to gotowy świat, a ni on sam

Wszyscy świetnie się bawili na kolacji. Udało się przełamać lody z Ingschternvarią. Rozmowy czwórki były naprawdę swobodne i życzliwe, kilkukrotnie były sytuacje w których śmiech zagościł na twarzach gościa i gospodarzy.

                                     ♠ ♠ ♠ 

Państwa Osi pozwoliły Ingschtervarii przenocować z uwagi na późną noc, która nadeszła tak szybko jak wiosna po zimie.

Niemcy oprowadził Ingschternvarię po willi wyglądał na spokojnego i życzliwego i wskazał mu jego sypialnie. Wytłumaczył mu, że to pokój Gilberta - jego straszego brata. Prus nie było teraz w rezydencji, miał przyjechać dopiero jutrzejszym wieczorem. Stali sami na korytarzu, otaczała ich mgła ciszy.

...Niemcy...ja chciałbym coś... - Zaczynał Ingschternvarczyk, lecz nagle Włochy wyłonił się za nim wskoczył mu na plecy. Zaczął go Przytulać i obsypywać pocałunkami. Gość pod wpływem tych wydarzeń zarumienił się nowym odcieniem karminu, nie wiedział co robić, gdy ktoś traktuje go tak uczuciowo. Na szczęście Niemiec interweniował i zabrał pijanego Włocha z pleców wyspiarza. Niemcy przeprosił nie ukrywając zażenowania i odprowadził Włochy.

Ingschternvaria uśmiechnął się sam do siebie i poszedł do pokoju. Przygotował się snu i zanurzył się w wygodnym łożu. Kołdra przygotowana dla niego była niezwykle miła w dotyku i ciepła. Szybko odpłynął w objęcia snu roniąc kilka łez.

                                     ♠ ♠ ♠

Powoli zaczął się rozbudzać. Przypominał sobie przeszłość, gdy jeszcze spał ze swoim bratem, kiedy byli jeszcze dziećmi. To wspaniałe uczucie ciepła i bliskości, aż dziwne że bardzo dobrze mu szło przypomnienie tych uczuć. Odwrócił głowę i zobaczył, że ktoś leży obok...


Szare krótkie włosy...

Nikt nie miał takiego koloru wśród gospodarzy. Trochę mu zajęło domyślenie się, że obok leżą Prusy, ale miał nadzieje że to jednak śliczna dziewczyna, która go pokochała...(chciałbyś Ingschternvaria hohoho). Postanowił odkryć nieco rąbek kołdry. Tak i zrobił. Przyglądał się Gilbertowi przez kilka sekund, gdy nagle jego powieki podniosły się i zauważył czerwono-fioletowe ślepia.

...


- Gilbird !!! - krzyknął nagle Prusy z entuzjazmem i radością.

- eee... nie...ja jestem... - Starał się wytłumaczyć, wychodząc z łóżka.

-Wow! Zmieniłeś się w nocy w pięknego chłopaka mój, Kesesesesese - kontynuował wstając z łóżka.

Stali na przeciwko siebie, Gilbert tylko w szortach w małe żółte ptaszki, zaczął zbliżać się do Ingschternvarii w ciemnych szortach i koszulce z owcą siedzącą na wielkim cukierku.

Prusy nagle zauważył Gilbirda śpiącego na komodzie z różową szlafmycą na główce pochrapując co jakiś czas.

                             ♠♠Rozległ się krzyk Prus♠♠

Dwie godziny później Ingschternvaria machał na pożegnanie Państwom Osi i wyszedł z posesji. Inne kraje pomachały mu na pożegnanie. Całe szczęście, że wszystko się wyjaśniło... - tylko te słowa przychodziły mu na myśl.

Dwie godziny temu, kiedy Gilbert krzyczał, do pokoju wbiegli Niemcy i Japonia (Włochy jeszcze spał), zawstydzeni zabrali Prusy i wszystko mu wytłumaczyli, jakże było mu głupio prawie płakał. Następnie przeprosił Ingschternvarię (on oczywiście zrobił to samo) i wszystko wróciło do normy. Na stole w jadalni leżały zaproszenia na przyjęcie Ingschternvarii.

Czuł się naprawdę wspaniale, nareszcie miał przyjaciół.

Strach i samotność w końcu zaczęły się roztapiać jak lodowce w Ingschternvarii. Nadeszła odwilż. Łzy szczęścia spływały po jego policzkach.

Powietrze miało woń nadzieii...

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.