FANDOM


Rozdział 7.

Narrator P.O,V

Dziewczyna siedziała w gabinecie przeglądając papiery dotyczące sprawami finansowymi państwa. Nie było dobrze, ale źle tez nie można było tego nazwać. Od pewnego czasu zaczęła zastanawiać się w jaki sposób może zasilić swój budżet, ale jak na razie nic sensownego nie wymyśliła. Westchnęła głośno  i oparła się wygodniej o oparcie krzesła.

,, Jak ja mam zbliżyć się poziomem do innych państw jak wszystko prawie sięga dna- pomyślała przymykając oczy. Czuła się senna w końcu siedziała w biurze od wczesnego ranka a mamy teraz popołudnie. Nagle usłyszała pukanie do drzwi, powiedziała tylko ,, Wejść a drzwi się uchyliły.

Do pomieszczenia spora grupka chłopaków a dokładniej Anglia, Ameryka, Chiny, Rosja i Francja. Dziewczyna zerwała się na równe nogi i powiedziała:

- W-witam w-was.

- Sebuah powiedz, że jestem bohaterem! - krzyknął Alfred totalnie ignorując jej przywitanie.

- Ano...

- Daj spokój wszyscy mogą potwierdzić, że sam nie dasz rady - fuknął Artur, zaplatając dłonie na piersi.

- Ano..

- Ale ja dam radę i zajmę cały teren! - tym razem krzyczał Yao , przytulając swojego misia pandę.

- Przepraszam.....- fioletowooka próbowała jakoś przerwać ten spór, ale została totalnie zignorowana. W końcu małe państewko nie mało szans w boju z wielkimi imperiami. Zrezygnowana opadła znowu na siedzenie i zadzwoniła do swojej sekretarki prosząc o sześć herbat i ciastek. Po dziesięciu minutach sączyła już gorący napój patrząc jak mężczyźni nadal kłócą się o sama nie wiedziała o co. Zegar wybił szóstą wieczorem sytuacja nie zmieniła się już od paru godzin, herbata już dawno wystygła a sos ciastek zmienił się tylko w okruszki. Alya skończyła już swoja pozostała papierkową robotę teraz pozostało jej tylko poczekać aż panowie przestaną się kłócić - Ano, możecie już przestać!

Podniosła lekko głos co na szczęście poskutkowało i w końcu się uciszyli. Jej twarz wyrażała zirytowanie spowodowane bólem głowy od tych ich wrzasków jak i faktem, że spała zaledwie cztery godziny.

- Przepraszamy Alya, ale nasze spotkania zawsze się tak kończą - powiedział Anglik przecierając swoje skronie. Widocznie go też zaczęła męczyć ta cała sytuacja.

- Ano, możecie mi proszę wytłumaczyć co tak właściwie się tu działa, przez te parę godzin proszę- powiedziała, obracając się w fotelu tak aby mogła ich lepiej widzieć. Wiedziała, że  ona tutaj rządzi no bo przecież byli na jej terenie, ale jej nieśmiała natura nie pozwalała jej dominować.

- Mieliśmy zebranie w sprawie Niemiec, Japonii i Włoch ~aru - sapnął Chińczyk opadając na kanapę, która znajdowała się naprzeciw biurka.

- Dobrze, rozumiem. Przepraszam, że pytam, ale dlaczego przybyliście do mnie?- zapytała lustrując wzrokiem osobnika w szaliku. Mimo, że jego twarz była pogodna to jego aura była wręcz przerażająca.

- Dlatego, że nikt z Aliantów nie znajduje się w tej chwili na swoim terenie więc nie ma takiego autorytetu. A wiadomo, że tu nic nam by się nie stało bo siły zbrojne są zbyt słabe. - wypowiedział Francis, totalnie nie świadomy tego, że  mógł obrazić dziewczynę. I rzeczywiście uraził ją, gdy tylko blondyn powiedział te słowa poczuła jak przez jej ciało przeszedł prąd. Ale to nie był koniec ponieważ pozostali ( no może oprócz Anglii bo on miał choć trochę kultury i siedział cicho) zaczęli wymieniać kolejne powody, dlaczego nic im by się ty nie stało.  Warga dziewczyny zaczęła niespokojnie drgać, dłonie zacisnęły się w pięść a w powietrzy można było wyczuć burzliwa atmosferę. Wzięła dość głęboki oddech i wykrzyczała:

- WYNOCHA MI W TEJ CHWILI, PRZEPRASZAM, I NIE POKAZYWAĆ MI SIĘ PRZEZ JAKIŚ CZAS NA OCZY!!!!!

Zszokowani  a raczej przerażeni jej nagłym wybuchem uciekli jak najprędzej, przed tym dziękując za gościnę. Sebuah uśmiechnęła się zwycięsko bo w końcu pokazała, że mały kraj może zasiać postrach  wśród innych.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.